Przy opisie jakiegoś zasobu - książki, kolekcji medali, dokumentu, obrazu - mamy w zasadzie dwie możliwości. Dokonać opisu w postaci narracji (zwykle sięgamy do tego, co jest pod ręką, czyli w dobie komputerów po procesor tekstu). Albo dokonać opisu w postaci struktury - na przykład w tabeli arkusza rozliczeniowego. Opis w postaci narracji pozwala na pełna ekspresję intencji badacza, i jednocześnie prawie uniemożliwia dalsza automatyczną przeróbkę danych. W  Instytucie Piłsudskiego mamy doskonale zrobiony przez doświadczonego fachowca opis kolekcji falerystycznej, który ma postac narracji. Poszczególne elementy opisu (nazwa odznaki, jej twórca, miejsce stworzenia, daty itp.) są graficznie uwydatnione- np przez użycie czcionki wytłuszczonej, kursywy, przez oddzielanie elementów przecinkami, średnikami itp. Jednocześnie, jeśli jakiejś informacji brak, po przecinku znajdzie się już inny element opisu. Setki stron takiego tekstu wymagają wielu dni a nawet tygodni pracy aby zrobić prostą tabelkę którą można wyświetlić na stronie internetowej, gdyż zautomatyzowanie konwersji jest prawie niemożliwe.

Nawet prosta tabela w arkuszu rozliczeniowym daje strukturę - tytuł bedzie zawsze np. w kolumnie trzciej a data w siódmej itp. Jeśli więc użyliśmy jakiejś struktury, i nie mieszalismy np. miejsca z datą, mamy podstawy do użycia danych w różny sposób, taki, jakiego w danym momencie potrzebuje projektant wystawy, witryny internetowej czy inwentarza. Przy użyciu standardów metadanych najważniejszą decyzją jest użycie struktury adekwatnej do opisywanego zasobu. Przetłumaczenie tej struktury na taki czy inny standard metadanych jest wtedy zajęciem trywialnym. Mówiąc trywialnym mam na myśli to, że da się zautomatyzować - kiedy raz stworzymy algorytm konwersji, przeróbka 100 czy 100 tysięcy rekordów to tylko sprawa zapuszczenia komputera na sekundy albo godziny pracy.

 

Archiwa osobiste nie sa niczym nowym. U mojej babci lezały na stoliku dwa piękne albumy, jeden z drewnianą okładką z płaskorzeźbą górala na tle Tatr. Albumy zawierały zdjęcia z młodości moich dziadków i pradziadków, z początków 20 wieku, w domu, w górach, na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu (1929). Takie albumy były często zabierane jako jedyny dobytek, kiedy wojna zmuszała rodziny do opuszczenia domu i wędrówki w nieznane.

Dziś, kiedy nowe pokolenie żyje dniem dzisiejszym Internetu w Facebooku, Flickr-rze, Pintereście czy w Naszej Klasie, warto przypomnieć o tej tradycji. Archiwa instytucjonalne zajmuja się tylko ‘ważnymi’ sprawami lub osobami, ale w każym prawie domu są materiały które potencjalnie mogą kiedyś stać się ważne dla badacza historii. Albo nawet bezcenne.

Jak przenieśc tradycję robienia albumów, zbierania listów czy innych dokumentów w sferę elektroniczną? Zapisy sprzed 15 lat na dyskietkach są już często nie do odczytania, jeśli nawet potrafimy odcyfrować tekst w egzotycznym formacie z ubiegłego wieku. Trzeba się do tego zabrać inaczej, używając nowych narzędzi i tworząc nowa tradycję.

Od czego zacząć? Dobrym wstępem jest wideo (po angielsku) o cyfrowej konserwacji przygotowany przez Biliotekę Kongresu USA (LC):

NetgearW miarę wzrostu wykorzystania cyfowego zapisu informacji, archiwa zaczynaja przywiązywać coraz większą wagę do mediów w postaci elektronicznej. Dotyczy to zarówno archiwów klasycznych które digitalizują swoje zasoby, jak i instytucji ktore archiwizuja dokumenty i zapisy powstałe w ostatnich dekadach, które sa w coraz większym stopniu cyfrowe od początku ich powstania (‘born digital’).

Zapis cyfrowy wymaga zupełnie innego podejścia do problemu zachowania i zabezpieczenia zasobów archiwalnych. W jednym z poprzednich blogów rozważaliśmy oprogramowanie do inwentaryzacji zasobów, tutaj chciałbym przedyskutować problem pojemności pamięci cyfrowej, potrzebnej do przechowywania zasobów.

Zapis informacji w postaci cyfrowej poprzedza oczywiście powstanie komputerów. Karty dziurkowane były uzywane od poczatku 19 wieku - w krosnach (Joseph Jacquard), w przetwarzaniu informacji (Siemion Korsakow), w opracowywaniu danych spisu powszechnego (Herman Hollerith). Jeszcze niedawno maszyny cyfrowe Odra używaly (za IBM) kart dziurkowanych do zapisu programów i danych. Wkrótce zostały one zastąpione papierową taśmą perforowaną, ale prawdziwe przyspieszenie spowodowało dopiero użycie zapisu magnetycznego. Rewolucja komputerowa to pamięc dyskowa: najpierw mainframe, potem stacje robocze, komputery osobiste, laptopy - to wszystko istniało dzieki możliwości zapisu informacji na dyskach twardych i przenośnych dyskietkach. Dysk twardy ma chyba najdłuższa historię rozwoju technologicznego, i jest do dziś podstawowym medium zapisu danych w Internecie oraz w większości komputerów stacjonarych i laptopów.

Dziś w południe swoje elektroniczne podwoje otwiera Publiczna Biblioteka Cyfrowa Ameryki (Digital Public Library of America). Po dwój latach przygotowań biblioteka startuje z 2 milionami zdigitalizowanych obiektów - ksiażek, obrazów, zdjęć, manuskryptów itp. dostępnych publicznie dla wszystkich bez żadnych ograniczeń. Twórcy traktują ten zasób tylko jako początek rosnącej biblioteki, która ma w planie udostępnianie dziedzictwa kulturowego świata.

Jak zawsze, obecne reguły prawa autorskiego ograniczają zakres dostępności do dzieł powstałych przed rokiem 1923. Celem intensywnych prac Biblioteki są takie zmiany w istniejącym prawie, ktore umożliwiłyby dostęp online do zasobów w okresie czasowym typowym dla innych chronionych zasobów intelektualnych (jak np. patenty), tj. w okresie 10 do 15 lat.

Marek Zieliński, 18 kwietnia 2013

Może Cię też zainteresować:

Przedstawiamy archiwum jednego z mniej znanych rozdziałów polskiej historii okresu II Wojny światowej - Samodzielnej Ekspozytury Wywiadowczej „Estezet” Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza. Powstanie ekspozytury o nazwie "Estezet" w Nowym Jorku uzgodnione zostało w sierpniu 1941 r. kiedy to podpisana została również wstępna umowa na temat współpracy wywiadowczej pomiędzy służbami polskimi i amerykańskimi. Placówka działała pod przykrywką w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku.

Losy tej kolekcji archiwalnej są bardzo tajemnicze. Akta placówki "Estezet" zostały zabezpieczone przez jej pracownika majora Mariana Chodackiego. W 1945 roku, po cofnięciu uznania Rządowi RP na emigracji mjr. Chodacki przekazał kolekcję siostrom zakonnym ze zgromadzenia The Holy Family of Nazareth w Filadelfii. Mjr. Chodacki był znaną postacią w świecie Polonii nowojorskiej, a w latach 1949 - 51 był dyrektorem Instytutu Piłsudskiego. Prawdopodobnie wtedy postanowił, że uratowane przez niego archiwalia powinny kiedyś stać się własnością Instytutu. 16 grudnia 1949 napisał  "W wypadku mej śmierci przekazuję Instytutowi J. Piłsudskiego w New Yorku akta i dokumenty znajdujące się pod moją opieką, częściowo jako depozyty, częściowo uratowane w marcu 1945 roku w przewidywaniu rozwoju wypadków".

Major Chodacki obmyślił skomplikowany system wydobycia archiwaliów od sióstr zakonnych. Potrzebne było hasło słowne, adres i poświadczenie odbioru. Te elementy zostały przekazane na osobnych kartkach różnym osobom, które w wypadku śmierci Chodackiego miały je przekazać władzom Instytutu. Wszystkie archiwalia trafiły do Instytutu w 1959, wiele lat przed śmiercią Chodackiego, która nastąpiła 26 czerwca 1975 roku. Wtedy właśnie okazało się, że wola Chodackiego została spełniona wcześniej co poświadczyła siostra Mary Rose, Przeorysza The Holy Family of Nazareth.

Samodzielna Ekspozytura Wywiadowcza “Estezet” swoim zasięgiem obejmowała: Stany Zjednoczone, Kanadę, Brazylię, Argentynę, Chile, Paragwaj, Urugwaj, a także Peru oraz Boliwię, i posiadała placówki w innych miastach Sanów Zjednoczonych jak również w wymienionych krajach. Głównymi zadaniami placówki były: obserwacja sytuacji wojskowej i politycznej krajów obu Ameryk, stanu i rozwoju Polonii, agitacji i penetracji komunizmu ze specjalnym uwzględnieniem jego stosunku do Stanów Zjednoczonych i Kanady oraz spraw polskich, a także stanu, rozwoju i postawy towarzystw ukraińskich oraz analiza prasy mniejszościowej (polskiej, niemieckiej, ukraińskiej, czeskiej, słowackiej, litewskiej i żydowskiej).

Najciekawszą jej część stanowią materiały organizacyjne, które przedstawiają organizację sieci placówek wywiadowczych na świecie ze szczególnym uwzględnieniem Ameryki Północnej i Południowej, i tę część udostępniamy dziś online. Dużą część kolekcji stanowią materiały współpracy z amerykańskim FBI oraz Foregin Economic Administration oraz z Anglikami. Dla badacza interesujące mogą być także materiały będące dziennikiem działań i obserwacji amerykańskiej rzeczywistości przez nowojorską placówkę w latach 1944-1945. Dalsze części kolekcji będą udostępniane online w miarę możliwości. Całe archiwum jest dostępne dla badaczy na miejscu w Instytucie.

Archiwum zostało zdigitalizowane dzięki pomocy Instytutu Pamięci Narodowej, którego archiwiści pracowali w Instytucie Piłsudskiego oraz w IPN. Kolekcja została zeskanowana w Nowym Jorku a opracowywana jest w Warszawie. Jesteśmy szczególnie wdzięczni Andrzejowi Pieczunce z IPN za pomoc w organizacji pracy i nadzór nad jej wykonywaniem.

Zapraszamy do odwiedzenia! Prosimy również wszystkich korzystających o wypełnianie Ankiety użytkownika. Dane z ankiety pozwolą nam na lepsze spełnianie oczekiwań naszych gości Internetowych.

{plusone}

PARTNERZY
mkidn
bn
senat
ndap
msz
dn
psfcu
nyc